wtorek, 3 maja 2011

1927 Metropolis

Tytuł - Metropolis
Tytuł polski - Metropolis
Reżyseria - Fritz Lang
Premiera - 10 stycznia 1927
Kraj - Niemcy
Gatunek - Sci-fi
Długość - 153 minuty

Kolejny bardzo rozpoznawalny film - jeden z prekursorów kina sci-fi, WIELKIEGO kina sci-fi. Obraz Fitza Langa jest niebywale nowoczesny i wyprzedza swoje czasy. Trudno mi teraz o nim pisać, bo widziałem go dosyć dawno temu, więc zamiast skupiać się na prezentacji fabuły czy konkretnych elementów "popłynę" ze strumieniem myśli. Zaznaczę tutaj, że wiele z filmów, które opisuję widziałem bardzo dawno temu stąd pewne rzuty okiem mogą być bardzo skrótowe i mało mówiące. Mam nadzieję, że nadrobię to opisami filmów, które napiszę na świeżo.

Jak wspomniałem obraz jest nowoczesny - wizja przyszłości Langa choć nieco nietrafiona, to miała wiele inteligentnych spostrzeżeń, które się nie zestarzały. Bo film jest o przyszłości, o bogatych na powierzchni i biednych tyrających w podziemiu. O rewolucji, o wyzwoleniu i robocie imitującym człowieka. Rozmach produkcji jest niebywały - dekoracje przekonujące, jak zresztą i gra aktorów. Technicznie nie można się do niczego przyczepić. Scenariusz też bardzo porządny, poza takim wątkiem powiedzmy sensacyjnym - też troszkę głębsza rzecz, do przemyślenia. Świetny balans między rozrywką a kontemplacją.

Długo się o seansie pozbierać nie mogłem i wszystkim życzę podobnych doznań. Ważny i Wielki film.

Moja ocena 4.5/5

1929 Un Chien andalou (Pies andaluzyjski)

Tytuł - Un Chien andalou
Tytuł polski - Pies andaluzyjski
Reżyseria - Luis Bunuel
Premiera - 6 czerwca 1929
Kraj - Francja
Gatunek - Surrealistyczny
Długość - 16 minut

Bunuel napisał scenariusz wspólnie z Salvadorem Dali i wyszło dzieło surrealistyczne, czy jak kto woli - nadrealne. Doszukiwanie się tutaj konkretnych treści nie ma sensu, szczególnie, że podobno realizacja była zupełnie spontaniczna ("a tu dorzućmy konia albo nie! Krowę!"). No i co nam z tego wyszło? Coś niezwykle interesującego, ale i trudnego w odbiorze.

Sceny są chaotyczne, nie łączą się w spójną całość - film przypomina raczej sen. I takie właśnie były zamierzenia Bunuela - olać fabułę, postawić na obrazy wyzwalające pewne emocje. Sensu można próbować się doszukać, są pewne tropy, ale jak już wspomniałem nie jest to zbyt owocne. Dopiero w kolejnym filmie - Złoty wiek - poza tym "onirycznym"(?) obrazem reżyser stara się powiedzieć coś konkretnego. Tutaj są pewne plamy, plamy które z perspektywy czasu trudno się już ogląda. Mimo wszystko film jest niezwykle interesujący. Scena początkowa (obrazek 1) - przecięcie oka - dosyć drastyczna, brzytwę trzymał sam Bunuel, mówi coś więcej - przestańcie ufać wzrokowi, zacznijcie czuć! Poczujcie ten film.

Mam do Psa ogromny sentyment, bo to jeden z I filmów, które obejrzałem, gdy zacząłem się interesować kinem trochę na poważniej. Byłem przepełniony dumą po seansie, że obejrzałem taki KLASYK, taki TRUDNY film, takie WYSOKIE kino. Też spróbujcie.

Moja ocena 4/5

1922 Nosferatu, eine Symphonie des Grauens (Nosferatu, symfonia grozy)

Tytuł - Nosferatu, eine Symphonie des Grauens
Tytuł polski - Nosferatu, symfonia grozy
Reżyseria - F.W. Murnau
Premiera - 5 marca 1922
Kraj - Niemcy
Gatunek - Horror
Długość - 94 minuty

Chyba najsłynniejszy niemy film, ale czy najlepszy? Trudno to rozstrzygać, bo konkurencja jest duża, a i nie ma to większego sensu. Na pewno Nosferatu jest niezwykły, jedyny w swoim rodzaju, hipnotyzujący i przyciągający. Będzie ekstremalnie krótko jak na takie arcydzieło, ale zdaje mi się, że jest na tyle znane, że nie ma sensu się zbytnio rozpisywać. Po prostu szybki rzut okiem.

Mamy tu do czynienia z luźną adaptacją Brama Stokera i jego Drakuli, a więc najpierw wyprawa do zameczku upiora, który potem przedostaje się do miasta i sieje zagładę. Historia tak znana, że nie ma sensu jej kolejny raz przytaczać. Zwrócić trzeba jednak uwagę, że Nosferatu to nie jest przystojniaczek, dżentelmen, a odrażający potwór na czym reżyser buduje niepowtarzalny klimat tego obrazu.

Film jest niebywale ekspresyjny, przekoloryzowany, ale przez to upiorny. Atmosfera jest gęsta, wręcz dusząca widza. Charakteryzacja też niesamowita. Mógłbym o tym filmie pisać w samych superlatywach, bo to jeden z moich ulubionych. Po prostu trzeba zobaczyć!

Herzog nakręcił remake i udało mu się to z powodzeniem. Doskonale wyczuł, to co w starym Nosferatu najbardziej hipnotyzujące i dodatkowo podkręcił, ale zachował umiar. Wspaniała robota pana Wernera, ale polecam najpierw zapoznać się z pierwowzorem.

Moja ocena 5/5

1927 The Unknown (Demon cyrku)

Po gigantycznej przerwie - powrót. I lekkie zmiany treściowe. Skupiam się tylko na NIEMYCH filmach. Postaram się wygrzebywać mniej znane, ale bardzo dobre obrazy. Nie zabraknie też rzutów okiem na niepodważalne arcydzieła typu Caligari czy Nosferatu, ale niekoniecznie już teraz. Na początek coś zakurzonego, ale wartego odkurzenia!


Tytuł - The Unknown
Tytuł polski - Demon cyrku
Reżyseria - Tod Browning
Premiera - 4 czerwca 1927
Kraj - Stany Zjednoczone
Gatunek - Horror
Długość - 49 minut

Po Freaks Toda Browninga pora na inny film tego reżysera. Podobnie jak tamten obraz i opisywany Demon cyrku ma bardzo ciężki klimat. Mamy tu do czynienia z interesującym horrorem, który w kilku momentach dowala widzowi prosto w twarz młotem. Sposób w jaki to robi daleki jest od współczesnych metod, czyli krwistych scen i zaskakujących trupów z szafy. Reżyser korzysta z subtelniejszych metod.

Historia jest o cyrku. Bezręki Alonzo zakochuje się w córce właściciela cyrku, która nie cierpi mężczyzn przez ich ręce (a właściwie przez to, co oni z tymi rękami wyczyniają - ściskają, obmacują). O względy pięknej pani ubiega się też siłacz, którego bohater podpuszcza właśnie aby chwytał ją w swe silne ramiona. Jak się okazuje Alonzo to bandzior, który ukrywa się w cyrku i ręce ma całe, tylko sprytnie je ukrywa. Sytuacja się komplikuje, gdy dochodzi do zbliżenia między nim a Nanon - przez jej uściski może wyjść na jaw, że ma ręce. Bohater dla miłości postanawia... i tutaj następuje I szok. Potem będzie jeszcze kilka. Lęk przez szok. Szaleństwo Alonzo jest po prostu szokujące, a jednocześnie niebywale niepokojące - straszne.

Gra aktorska Lona Chaneya sprawia, że film ogląda się jednym tchem. Napięcie towarzyszące seansowi trudno z czymkolwiek porównać. Godny uwagi obraz z naprawdę mocnym motywem.

Moja ocena 3.5/5

wtorek, 7 grudnia 2010

Freaks, Make Way for..., Sugata Sanshiro, A Matter of Life..., The Ox-Bow Incident, Leave Her..., Best Years of..., Rio Grande, Kind Hearts...

Freaks (1932) / Dziwolągi
Film o cyrku pełnym dziwolągów, czyli ludzi zniekształconych czy to od urodzenia czy w wyniku wypadku. Bohaterowie są skrzywdzeni na różny sposób i niektóre kalectwa mogą budzić ogromne współczucie. Film jest prostym traktatem o tolerancji rozpisanym na kryminalny romans(?), który zmienia się w horror. Pewien sympatyczny karzeł jest strasznie bogaty, co chce wykorzystać piękna pani uwodząc go, a po ślubie trując i dziedzicząc tym samym jego majątek. Godny uwagi ze względu na odważne eksponowanie kalectwa bohaterów, ale także ze względu na atrakcyjność w odbiorze jako taką. Ogląda się jednym tchem.
4/5*


Make Way for Tomorrow (1937)
Stare małżeństwo traci majątek i musi zamieszkać oddzielnie. Film o niechcianych przez dzieci, bo nieporęcznych, starych ludziach. Synowa organizując naukę gry w brydża nie może sobie pozwolić na to, by teściowa jej przeszkadzała, wnuczka niechętnie zabiera babcię do kina oszukując ją przy okazji itp. Rodzina kocha to małżeństwo, ale wygodniej byłoby widywać je raz na jakiś czas, a nie pozwolić na zamieszkanie razem. Bardzo smutny film, ale jednocześnie nie jest szczególnie interesujący z perspektywy czasu (kiepski formalnie), jednak wyciskaczem łez jest bez wątpienie jednym z najlepszych (niebanalnym zresztą).
3/5


Sugata Sanshiro (1943) / Saga o dżudo
Pierwszy film Kurosawy, nakręcony w 1943. Pełna jego wersja nie jest niestety dostępna, ale ta pocięta wyszła na początku lat 50 (bez konsultacji z twórcami) i da się ją oglądać. Czuć jednak, że brakuje pewnych scen. Mamy tu do czynienia z Kurosawą kształtującym swój warsztat - duży nacisk na psychikę bohaterów, to wszystko jednak nieco naiwne i zbyt naładowane patosem. Same walki - mam kolegę trenującego dżudo, któremu pokazałem ten film - bardzo dobre. Co prawda dżudo bardzo się od tamtej pory zmieniło i to pokazane w filmie Kurosawy nie byłoby skuteczne obecnie, ale jest to "czyste" dżudo w duchu Japońskim. Walczący długo, naprawdę długo się spinają, patrzą w oczy nim cokolwiek zaczną. Ostatnia scena, gdzie na górce się tłuką jest tak naładowana patosem, że aż razi. W ogóle film momentami wydaje się komiczny - zestarzał się nieco, ale jest wg mnie cennym obrazem. W szczególności fani Kurosawy powinni go obejrzeć, by wyłapać pewne charakterystyczne elementy, które z czasem wyewoluowały w kolejnych jego obrazach.
3/5


A Matter of Life and Death (1946) / Sprawa życia i śmierci
Prawdę mówiąc spodziewałem się intelektualnej miazgi, a film okazał się dosyć lekkim dramatem, a wręcz romansem. Sprawa wygląda tak, że to dzieło w Polsce jest kompletnie nieznany, a szkoda, bo reżyserzy zbudowali obraz bardzo oryginalny, choć momentami zbyt banalny. Powyższy, IMDB-owski opis fabuły jest dosyć lakoniczny, ale oddaje istotę fabuły. Ciekawe jest to, że zobaczyć możemy to co dzieje się w "niebie", wtedy zanika kolor i widzimy wizję zaświatów, która jest naprawdę interesująca. Sąd nad życiem bohatera poprzedza wybór obrońcy - może Platon? Wątki fantastyczne obrazu sprawiają, że film jest godny obejrzenia, bo historyjka miłości pilota i paniusi trochę przynudza. Świetnie jednak zbudowane są poboczne postacie - np. lekarz czy Francuz. Dodajmy do tego niemalże techniczną doskonałość obraz - cóż za rewelacyjne ujęcia i kolory! Sceny na motorze też nad wyraz dobre. Momentami można poczuć się jakby obcowało się z wizualizacją poezji.

Generalnie mam mieszane uczucia (czy jest to film tylko bardzo dobry czy wybitny), na pewno jest jedyny w swoim rodzaju, wręcz magiczny i ogląda się go jednym tchem. Naprawdę szkoda, że jest zupełnie u nas nieznany.
4/5


Whisky Galore! (1949)
Mała wysepka, gdzie nie ma zbyt wielu rozrywek. Podstawową jest wizyta w barze i szklaneczka whisky, ale pewnego dnia: NIE MA WHISKY. Spektakularne zbliżenia na przerażone twarze wyspiarzy i zaczyna się nuda. Tragedia społeczności nie trwa jednak długo, bo szczęśliwie (dla nich) nieopodal rozbija się statek z 50tys. butelkami whisky na export. Tutaj zaczyna się problem, bo dowódca jednostki wojskowej twierdzi, że nie można zabrać tych butelek, bo byłaby to ANARCHIA. Nikt jednak na to nie zważa i chłopi ruszają na nocną akcję, skrzętnie zaplanowaną. Potem zaczyna się zabawa w kotka i myszkę, próby odnalezienia butelek w domach i ogólnie jest zabawnie, w starym, dobrym, angielskim stylu. Humor specyficzny, ale jakże zabawny. Nie liczą się pojedyncze gagi, a film jako taki jest śmieszny.
3/5



The Ox-Bow Incident (1943) / Zdarzenie w Ox-Bow
Ambitny western z Henrym Fondą podejmujący sprawę samosądu i linczu. Pewien farmer zostaje zamordowany i mężczyźni z miasteczka ruszają złapać morderców i wykonać na nich wyrok. Udaje im się dorwać trzech podejrzanych typów, pewne poszlaki wskazują, że to oni byli sprawcami morderstwa, lecz nie ma żadnych niepodważalnych dowodów. Czy wyrok zostaje wykonany nie zdradzę, ale jakikolwiek by nie był, to wydźwięk filmu jest oczywisty - samosąd nie jest niczym dobrym. Jakkolwiek banalnie brzmi ten opis, film jest zupełnie niebanalny.
4/5
Download Zdarzenie w Ox-Bow


Leave Her to Heaven (1947) / Zostaw ją niebiosom
Piękna dziewczyna wychodzi za mąż za nie mniej pięknego mężczyznę. Kochają się całym sercem, lecz on ma niepełnosprawnego brata, któremu trzeba poświęcić dużo uwagi. Na początku nie przeszkadza jej to, lecz z czasem irytuje ją, że uwaga męża nie jest w całości skierowana na nią. Rozwiązuje ten problem w sposób drastyczny, lecz wyrastają kolejne problemy, z którymi radzi sobie nie mniej brutalnie. Czyste zło czy skrzywiona emocjonalnie kobieta? Ciekawa analiza psychologiczna bohaterki i naprawdę mocny film o intrygującej fabule.
4/5


Best Years of Our Lives (1946)
Po II wojnie światowej trójka weteranów wraca do Stanów Zjednoczonych i próbuje odnaleźć się w swoim życiu. Na pytanie co były żołnierz potrafi pracodawca uzyskuje odpowiedź: "Tylko zrzucać bomby", co nieszczególnie przyda się w pracy. Młody chłopak, który stracił obie ręce i bankier nie mogący odnaleźć się w normalnym świecie. Bardzo dobry, choć w ogólności wydał mi się bardzo banalny i ckliwy. Na uwagę zasługuje szczególnie historia pilota, którego zdradza żona, a on sam ma koszmary związane ze śmiercią przyjaciela.
3/5


Kind Hearts and Coronets (1949) / Szlachectwo zobowiązuje
Czarna komedia brytyjska o przecudownej intrydze. Potomek arystokratycznej rodziny, aby odziedziczyć tytuł, którego został pozbawiony musi zamordować 8 swoich krewniaków. Film nie ma jakichś szczególnych gagów, żartów sytuacyjnych, ale jako taki, w całości, jest absolutnie rozbrajający. Do tego Alec Guiness, który wcielił się w 9 ról - rewelacyjnie rozwiązane technicznie. Po prostu trzeba znać!

PS Alec Guiness grał m.in. Obi Wana w starych Gwiezdnych Wojnach. P.
4/5


Rio Grande (1950)
Absolutny klasyk westernów - Amerykanie tłuką się z Indianami. Jest Wayne, a reżyserem jest John Ford i chyba wiele więcej pisać nie trzeba. Miks spektakularnej akcji i małych lub dużych dramatów bohaterów. Film opiewający siłę charakteru, męstwo, honor i odwagę.
3/5

* - skala bez połówek.

niedziela, 24 października 2010

M, Sabotage, Adam's Rib, Mr. Smith Goes to Washington, It Happened One Night, On the Town, High Sierra i White Heat

Ze względu na brak dostępu do internetu w mieszkaniu zmuszony jestem zmienić formę bloga. Nie będą to już mini recenzje, a raczej recenzje mikro. Na dodatek wrzucane zbiorowo. Lepsze to niż nic.

M (1931)
Film Fritza Langa, niemieckiego reżysera, przedstawiciela niemieckiego ekspresjonizmu, M swoją premierę miał w 1931 roku. Opowiada on o dzieciobójcy, którego szuka policja, a także, co ciekawe, przestępcy. Okazuje się, że wzmożona aktywność władz przeszkadza rzezimieszkom w uprawianiu ich zawodu. Postanawiają zatem wziąć sprawy w swoje ręce i złapać zwyrodnialca, by znowu móc spokojnie prowadzić interesy. Jednak motywacją ich działań nie jest tylko pragnienie starego spokoju, czują również obowiązek wobec społeczeństwa - pozbyć się naprawdę groźnego przestępcy zabijającego niewinne dzieci. Film stawia ciekawe pytanie - czy przestępcy mogą sądzić innych przestępców?

Zaczyna się od porwania przez pana M kolejnej ofiary, po tym zdarzeniu w mieście zapanował prawdziwy chaos. Każdy staje się podejrzany, policja sprawdza wszystkie tropy i pracuje bez ustanku. Prawie pół filmu pokazuje działania aparatu ścigania, potem następuje świetne zestawienie dwóch scen. W jednej przy stole siedzą policjanci, zaś w drugiej przestępcy. Sceny przenikają się i uzupełniają, obie strony barykady chcą za wszelką cenę złapać mordercę. Film nieco przyspiesza, gdy pewien ślepiec kojarzy fakty i wskazuje bandziorom, kto jest M-em. Zaczyna się pościg, a pętla na szyi mordercy zaciska się. Cudownie oddany został jego strach i bezradność, gdy już prawie go mają. Film wieńczy scena, gdy przestępcy urządzają samosąd, lecz z pewnymi regułami - M ma obrońcę, a oni nie chcą go od razu zlińczować. Gdy jednak prawie do tego dochodzi, wkracza prawdziwa policja i na tym kończy się film.

W scenie procesu pada wiele argumentów za i przeciw karze śmierci. M okazueje się niepoczytalnym człowiekiem, któremu wewnętrzny głos każe zabijać, choć sam tego nie chce. Ta wewnętrzna siła jest na tyle mocna, że nie może jej się oprzec. Nieważne to jednak, gdyż uznanie go za niepoczytalnego sprawi, że trafi do kliniki, a stamtąd być może ucieknie czy nawet zostanie zwolniony, a wtedy zacznie znowu mordować. Wiara w zmianę, naprawę człowieka czy może 100% pewność w to, że już nigdy nie dopuści się zbrodni? Fundamentalna kwestia, na którą twórcy nie odpowiadają jednoznacznie. Przestępcy nie są ukazani w złym świetle, po prostu jest to jedna ze stron w dyskusji. Nieistotne jest w sumie czy zostanie zabity czy nie - ważniejsze dla twórców jest to, czy oddany zostanie w ręce prawdziwego sądu. Samosąd nie jest dobrym wyjściem zdaje się jest najważniejszym przesłaniem tego obrazu.

Od strony technicznej mamy do czynienia z dziełem niewiarygodnym. Cudowna kompozycja filmu, niesamowite ujęcia i gra aktorska. Drażnią jedynie piskliwe głosy i gdyby nie one to nic nie stałoby na przeszkodzie powiedzieć, że nie zestarzał się w ogóle. Aktualna tematyka, interesujący scenariusz, który nie pozwala oderwać wzroku od ekranu. Jeden z najważniejszych filmów tamtych lat, którego nie wypada nie znać.
4/5


Sabotage (1936) / Sabotaż
Sabotaż nakręcony w 1936 roku to już niemalże dojrzały Alfred Hitchcock. Film rozpoczyna ujęcie na definicję sabotażu ze słownika, zaś potem w całym Londynie nastaje ciemność. Okazuje się, że ktoś zasabotował elektrownię. Tym kimś jest nie kto inny, jak właściciel kina potrzebujący pieniędzy i działający na usługach tajemniczej organizacji. Następną jego akcją ma być wysadzenie cyrku, lecz detektyw siedzi mu na piętach, więc przestępca wysługuje się synem swojej żony. Skutek jest katastrofalny, a dalsze konsekwencje zaciskają pętlę na szyi antybohatera - zarozumiałego gbura.

Hitchcock w mistrzowski sposób buduje intrygę i grając na emocjach widza tworzy obraz, od którego trudno oderwać wzork. Można mu niestety zarzucić kilka niekonsekwencji, ale w ogólnym rozrachunku jest to obraz kompletny i bardzo dobry film. Kolejny raz główny zły zostaje ukarany, a kobieta również popełniająca zbrodnię - powiedzmy w afekcie - zostaje całkowicie uniewinniona i wraz z policjantem żyją zapewne długo i szczęśliwie. Podobnie było w bardzo dobrym, choć już nieco przestarzałym, Szantażu.

Film Sabotaż nie jest żadnym arcydziełem i właściwie nie ma w sobie nic, co czyniłoby z niego obraz w jakikolwiek sposób wyróżniający się. Dla fanów Hitcha pozycja obowiązkowa w dalszej kolejności, reszta może sobie odpuścić, choć te 75 minut to mile spędzony czas.
3/5


Adam's Rib (1949) / Żebro Adama
Małżeństwo prawników ściera się w sądzie. Ona broni kobietę, która usiłowała zabić zdradzającego ją męża, on ją oskarża. Na przemian ze scenami z sądu ukazane są zmieniające się relacje w domu, wieczorem. Na początku trzymają dystans do pracy, jednak z czasem dochodzi do konfliktu. Sprawa jest dobrym pretekstem do walki o równouprawnienie kobiet. Nie jest jednak tak, że Adam (on) jest szowinistą, zależy mu tylko na naprawdę sprawiedliwym wyroku, zaś Amanda (ona) stosując różne sztuczki nagina prawo, by wybronić klientkę. Film jest dosyć luźny, momenty na poważnie przeplatają się z luźną atmosferą relacji małżeńskich. Jednak nic głębszego z filmu właściwie nie wynika - po prostu miejmy zdrowy rozsądek i walcząc o coś spójrzmy najpierw na siebie. Odnosi się to aktualnie do np. wojujących gejów pragnących tolerancji samemu będąc nietolerancyjnymi itp. Film jest bardzo przyjemny w odbiorze. Odradzam oglądać w towarzystwie drugiej połówki, z którą w kwestii równouprawnienia ma się nieco odmienne zdanie (już nie chodzi o to czy oboje jesteście za, tylko o stosunek do obecnej sytuacji - czy równouprawnienie już jest czy nadal trzeba o nie walczyć?).
3/5


Mr. Smith Goes to Washington (1939) / Pan Smith jedzie do Waszyngtonu
Nieco mniej znany film Franka Capry Mr. Smith Goes to Washington to kolejny obraz o ponadczasowym wydźwięku. Tym razem nie skupia się na życiu jednostki, sensie jej życia, ale na ideałach budujących naród. Młody chłopak pełen ideałów zostaje wybrany do seantu, aby głosował jak mu każą, gdy dowiaduje się o tym zaczyna walczyć z pociągającymi za sznurki. Błyskawicznie go jednak oczerniają i chcą wyrzucić z senatu, ten jednak pod wpływem dziewczyny, która przypomina mu o Lincolnie, nie poddaje się. Capra w tak umiejętny sposób buduje więź między panem Smithem a widzem, że chyba tylko oglądając To wspaniałe życie (również tego reżysera) można podobnie się czuć. W obu filmach tytułową rolę gra James Stewart, który tworzy kreacje niezapomniane. Film Pan Smith jedzie do Waszyngtonu to jeden z bardziej inspirujących obrazów jakie kiedykolwiek widziałem. Jest to lekkie kino, zdecydowanie dla każdego, ale za tą lekkością kryje się cudowna, choć banalna, prawda. Nieważny jest jednak poziom banału, gdyż Capra tak manipuluje uczuciami widzów, że po seansie czujemy się lepszym człowiekiem.

Technicznie obraz nie do końca domaga, często krótkie sceny są poszatkowane ujęciami, niektóre nie zmieniają nic, po prostu było cięcie i kamera rusza z tego samego miejsca. Troszkę mnie to drażniło na początku, ale okazuje się, że w momencie gdy film rozkręcił się na dobre i zaczął emanować na przemian złą energią i dobrą, to kompletnie to nie przeszkadzało.

Oba filmy (ten i It's Wonderful Life) to absolutny kanon, który powinien znać każdy. Jedne z najprzyjemniejszych filmów jakie kiedykolwiek stworzono. Okazuje się, że film, który ogląda się wyśmienicie, płynie się przez niego, nie musi być prymitywny i prosty. Capra to taki Dickens filmowy, a nawet optymizm płynący z jego filmów jest jeszcze większy.
4/5


It Happened One Night (1934) / Ich noce
Kolejny dobry film Franka Capry ukoronowany zestawem oskarów w roku 1934. Tym razem nie jest to film o życiu, ideałach, a po prostu o miłości. Lekka komedia romantyczna o uciekającej do Nowego Jorku dziewczynie, której ojciec nie chce zgodzić się na jej ślub. Podczas ucieczki poznaje dziennikarza, za któym zdecydowanie nie przepada, ale jest na niego skazana. Z czasem rodzi się uczucie i wbrew przeciwnościom losu film kończy się dobrze. Banał jak cholera, ale zrobiony z wyczuciem i rewelacyjnymi kreacjami aktorskimi - szczególnie Clark Gable się wyróżnia. Jest to dobry film, ale zmęczony jestem już takimi banalnymi historyjkami (i nie lubię komedii romantycznych jakie by nie były).
4/5


On the Town (1949)
Głupawy musical o marynarzach przybijających do Nowego Jorku i mających 24 godziny czasu, nim muszą wrócić na okręt. Biegają i zwiedzają miasto, podbijają serca niewiast i tańcząc śpiewają oraz śpiewając tańczą. Romantyczne pioseneczki, trochę wesołych, ale żadna z nich nie dorównuje temu, co dzieje się w Singin' in the Rain, gdzie każdy z utworów wpada w ucho, nie wspominając o Wizard of Oz, gdzie do czynienia mamy z czymś więcej niż wesołymi piosenkami. On the Town to po prostu głupi musical dla niewymagających widzów. Oglądałem go między ciężkim, intelektualnym kinem, więc pewnie dlatego, gdy zobaczyłem te radosne wygłupy, to złapałem się za czoło i zamykając oczy pochyliłem głowę.
1/5


High Sierra (1941)
High Sierra to kolejny kryminał z niezawodnym Humphreyem Bogartem. Tym razem jest typowym bandytą, choć nie pozbawionym ludzkich uczuć. Po odsiedzeniu 8 lat więzienia Earl wraca do gry i od razu dostaje robotę przy obrabowaniu sejfu hotelowego. W międzyczasie poznaje kaleką dziewczynę, w której się zakochuje. Funduje jej operację, ta jednak kocha innego. Pozostaje mu jedynie kobieta-przestępca. Wszystko zmierza do nieuchronnego złego końca - spektakularny pościg w najwyższych górach Ameryki (komicznie przyspieszony) i Bogart dostający kulkę w łeb na finisz. Całkiem przyjemnie się to ogląda, ale nie jest to porywające widowisko. Daleko w tyle za tuzami gatunku.
3/5


White Heat (1949) / Biały żar
Brutalny przestępca ze swoją bandą rabują pociąg. Cody szybko zostaje osaczony przez gliniarzy, więc aby uniknąć komory gazowej przyznaje się do innego przestępstwa, za które wsadzają go na dwa lata. Policja podstawia mu do celi gliniarza pod przykrywką, który ma dowiedzieć się kto jest paserem. Cody jednak ucieka, ale wraz z Vicem (wtyczką policji) i kilkoma innymi mętami. Na początku równa rachunki z członkiem swojego gangu, który przywłaszczył sobie władzę i jego żonę. Na dodatek zabija matkę Cody'ego. Po wyrównaniu rachunków idą na całość - skok na prawie pół miliona. Powiodłoby się, gdyby nie Vic naprowadzający policję na trop. Dużo wątków, długa historia, ale zarazem bardzo spójna i dobrze wyważona. Świetnie nakreślony jest rys psychologiczny Cody'ego, którego nękają częste bóle głowy, jego miłość do matki i czysta brutalność. Ten film z pewnością wiele wniósł do nowej wersji Scarface'a, a wzorowany był na starej po części. Jest to kino znacznie nowocześniejsze i nie zestarzało się w ogóle. Bardzo dobry, mocny kryminał, mniej znany u nas film-noir, który warto poznać.
3/5

sobota, 2 października 2010

1941 Citizan Kane (Obywatel Kane)

Tytuł - Citizen Kane
Tytuł polski - Obywatel Kane
Reżyseria - Orson Welles
Premiera - 5 września 1941
Kraj - Stany Zjednoczone
Ranking - IMDb 8.6, Filmweb 8.1
Gatunek - Dramat
Długość - 119 minut
Studio - RKO Radio Pictures
Język - Angielski
Kolor - Czarno-biały


Będzie bardzo krótko, bo raz że film oglądam kolejny raz (więc nie mogę napisać na świeżo), a dwa trudno mi o tym filmie cokolwiek pisać. Uważam ten obraz, ten debiut reżyserski Wellesa, za absolutne arcydzieło i największy film w całej historii kina. Arcydzieło niepodważalne i nie poddające się żadnej krytyce.

Fabuła w telegraficznym skrócie: magnat prasowy Kane na łożu śmierci powiedział "różyczka". Pismaki postanawiają, aby wzbogacić dodatek specjalny o Kane'ie, przeprowadzić śledztwo, cóż oznacza ta różyczka. Dziennikarz po kolei przeprowadza wywiady z bliskimi Kane'owi osobami i widz coraz bardziej odkrywa osobowość Kane'a. Odpowiedź na to, czym była (kim?) różyczka tylko pozornie zostaje podana widzowi na tacy. Nie będę tutaj interpretował tego obrazu.

Scenariusz był przełomowy, wielowątkowy i możliwy do interpretacji na wiele sposobów. Jednocześnie zaglądał głęboko w ludzką psychikę (rewolucyjna koncepcja od tyłu i klamrowa kompozycja). Dodajmy do tego mistrzowskie kreacje aktorów (Welles w roli Kane'a to jedna z najwspanialszych kreacji wszech czasów), rewolucyjny montaż, rewolucyjne ujęcia, rewolucyjna gra światłem - a wręcz cała realizacja jest rewolucyjna. Obywatel Kane to był przełom między starym kinem, a kinem nowoczesnym. Kino podzielić można na dwa okresy - przed Kane'em i po. Już nic po nim nie było takie same. Spróbujcie obejrzeć starszy film (sprzed Kane'a), a potem coś po Kane'ie, a wszystko stanie się dla was jasne, jaki wkład Welles z ekipą włożył w rozwój kinematografii. Nie jest to jednak tylko nowoczesne świecidełko, a obraz kompletny, mocny i nie pozwalający przejść obok siebie obojętnie. Wad jakichkolwiek brak. Brak znajomości tego obrazu równa się z mniej więcej z brakiem znajomości Wojny i pokoju Tołstoja. Ta sama ranga arcydzieła w swojej branży.

Moja ocena 5/5

piątek, 1 października 2010

1950 In Lonely Place (Pustka)

Tytuł - In Lonely Place
Tytuł polski - Pustka
Reżyseria - Nicholas Ray
Premiera - 17 maja 1950
Kraj - Stany Zjednoczone
Ranking - IMDb 8.0, Filmweb 8.1
Gatunek - Dramat, Film-Noir, romans, thriller
Długość - 94 minuty
Studio - Columbia Pictures
Język - Angielski
Kolor - Czarno-biały


Kolejne wcielenie niezastąpionego Bogarta w rewelacyjnym dramacie z elementami charakterystycznymi dla filmu-noir. Dla odmiany Bogart, choć jest głównym bohaterem, jest nie do końca dobrym człowiekiem - ciążą na nim zarzuty zabójstwa.

Scenarzysta filmowy dostaje książkę, na której podstawie ma napisać scenariusz. Nie uśmiecha mu się czytać kolejnej śmieciowej powieści, więc prosi młodą szatniarkę z restauracji, by mu streściła scenariusz. Zaprasza ją do domu, gdzie podekscytowana panienka opowiada historię z książki. Pech chce, że po wyjściu od bohatera zostaje zamordowana. Scenarzysta staje się głównym podejrzanym, lecz piękna sąsiadka daje mu alibi. Szybko też zakochują się wzajemnie, jednak coś stoi pomiędzy nimi. Otóż Dix (Bogart) jest strasznym cholerykiem, bardzo szybko daje się sprowokować do bójek i wręcz nie panuje nad swoim gniewem. Sprawia to, że Laurel (Grahame) zaczyna podejrzewać go o zbrodnię na szatniarce. Nie wiadomo aż do samego końca, czy scenarzysta zabił, lecz jego zachowanie prowokuje widza, aby uznał go za zabójcę. Brakuje tylko motywu. Atmosfera cudownie się zagęszcza, a Laurel postanawia uciec od Diksa, co udaje mu się odkryć, więc jest nieźle wkurzony.

Cudowny scenariusz tego filmu sprawia, że ogląda się go z zapartym tchem. Z każdą minutą zaczynałem coraz bardziej wierzyć, że Dix zabił, ale z drugiej strony nie mogłem w to uwierzyć. Postać ma problem z okiełznaniem agresji, gdy coś go wkurzy, ale gdy jest w "normalnym" nastroju, to nic złego o nim powiedzieć nie można. Dlatego też wątpliwości narastają. Pięknie ukazano też tragedię Laurel, która naprawdę kocha Dixona, ale zarazem boi się go, bo wie, że w złości jest nie do opanowania. Po pewnej scenie na plaży, gdy wpadł we wściekłość i o mało nie spowodował wypadku samochodowego wszczął bójkę z kierowcą drugiego samochodu. Sięgnął nawet po kamień, by przypieczętować zwycięstwo, tylko dzięki Laurel zaniechał tego. W tym momencie bohaterka na serio zaczyna się bać Dixona, co podsyca komisarz pokazujący jego akta (bójki, bójki i jeszcze raz bójki) oraz jej masażystka, twierdząca, że to zły człowiek. Laurel jest w cul-de-sac, postanawia jednak zwiać. Co się okazuje - to warto byście zobaczyli samemu, jednak mimo łez jej decyzja była słuszna.

Bogart standardowo błyszczy, gdziekolwiek gra wypada rewelacyjnie. Aktor przez naprawdę wielkie A. Reszta też trzyma poziom i otrzymujemy dobrze zgrany film, którego największą zaletą jest scenariusz. Ciekawy i zaskakujący, do tego zaglądający w psychikę ludzi. Film zdecydowanie warty poznania.

Moja ocena 4/5

czwartek, 30 września 2010

1938 Bringing Up Baby (Drapieżne maleństwo)

Tytuł - Bringing Up Baby
Tytuł polski - Drapieżne maleństwo
Reżyseria - Howard Hawks
Premiera - 18 lutego 1938
Kraj - Stany Zjednoczone
Ranking - IMDb 8.1, Filmweb 8.0
Gatunek - Komedia
Długość - 102 minuty
Studio - RKO Radio Pictures
Język - Angielski
Kolor - Czarno-biały


Bringing Up Baby (po polsku to będzie: Drapieżne maleństwo) nazwałbym wprawką Cary'ego Granta do Arszenik i stare koronki (jedna z lepszych komedii absurdu). Mamy tu do czynienia z dziewczyną-zagładą, która co by nie zrobiła, to wpakuje głównego bohatera (Dra Huxleya) w tarapaty.

Zaczyna się niewinnie, Huxley pracuje w muzeum i aby skończyć szkielet brontozaura brakuje mu tylko jednej kości. Poza tym za kilka dni ma wziąć ślub, a i wybiera się na golfa z potencjalnym sponsorem, który być może wyłoży milion dolarów na rozwój muzeum. Pech chce, że spotyka tam Susan, która od samego początku komplikuje mu życie. Dodatkowo szybko się w nim zakochuje i próbuje go do siebie zwabić, a poza tym potrzebuje pomocy. Jej brat z Brazylii przysłał dla jej ciotki lamparta, zaś pies zakopał cenną kość. Ostatecznie wszyscy trafiają do paki, bo komisarz nie wierzy im, że polują na wspomniane zwierze, aż do momentu gdy same wkracza na komisariat, a za nim inne, które uciekło (z małą pomocą Susan) z samochodu wiozącego je do uśpienia. Przepraszam za ten chaotyczny opis, ale streścić tego filmu w sensowny sposób po prostu się nie da. Jeżeli znacie Arszenik..., to wiecie o co chodzi. Generalnie dzieje się dużo, ale zakończenie jest nieuniknione - Huxley również zakochuje się w Susan.

Film jest zakręcony, można by rzec postrzelony, ale przez to tak dobrze się go ogląda. Gagi są różne, głównie opierają się na pewności siebie dziewczyny, która jest strasznym niezdarą. Huxley z kolei to nieśmiały z początku, potem wkurzony, a na końcu zupełnie olewający wszystko, zdeterminowany tylko by odnaleźć zagubioną kość. Ta parka świetnie się uzupełnia tworząc niepowtarzalny klimat. Ten typ komedii Amerykanie nazwali screwball comedy. Dzieje się dużo, za dużo, absurd zaczyna gonić absurd, a gdy kolejna osoba uwierzy w "prawdę", to następne jej nie chcą wierzyć.

Film zagrany pierwszoligowo, trudno do czegokolwiek się od tej strony przyczepić. Uważam jednak, że w starciu z późniejszym Arszenikiem nie ma szans. Niektóre gagi zestarzały się, a piskliwy głos ciągle jęczącej i wkurzającej Huxleya Susan może irytować momentami. Jednak nie na długo, ale mimo wszystko.

Oklaski (na stojąco) dla lamparta, którego nie sposób nie polubić.*

Moja ocena 3.5/5


*Pisane na szybko, za co przepraszam.

Download, film do ściągnięcia