Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lata 1931-40. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lata 1931-40. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 21 lipca 2011

1938 The Adventures of Robin Hood (Przygody Robin Hooda)

Tytuł - The Adventures of Robin Hood
Tytuł polski - Przygody Robin Hooda
Reżyseria - Michael Curtiz, William Keighley
Główne role - Errol Flynn, Olivia de Havilland, Basil Rathbone
Premiera - 1938
Kraj - Stany Zjednoczone
Gatunek - Przygodowy

Historię Robina znają wszyscy, więc stratą czasu byłoby kolejne jej przywoływanie. Film jest klasycznym ujęciem tejże legendy, która nabrała barw i awanturniczego pazura. Bohaterowie trzaskają się mieczami, skaczą, strzelają z łuku, uśmiechają się i wygłupiają nieco. Wszystko w przepięknych scenografiach i wyrazistych kolorach. Uwagę przykuwa świetna kreacja Errola Flynna - bardzo luzacka i pełna energii. Aktor ten ma bardzo hollywoodzki uśmiech i niezłą aparycję, a do tego świetnie prezentuje się w obcisłych, zielonych rajtuzach. Film jest zrealizowany z rozmachem i może porwać widza niczym tornado. Jest to adaptacja bardzo na luzie, pełna wesołych melodyjek, luźnych gagów i zupełnie niezobowiązująca. Ten film nie zmieni niczyjego życia i w gruncie rzeczy nie jest niczym niezwykłym, ale mimo swojej banalności (ach te sceny gdy piękna Marion jest lekko rozmazana, aby dodać jej jeszcze większego wdzięku) godny uwagi.

1935 Top Hat (Panowie w cylindrach)

Tytuł - Top Hat
Tytuł polski - Panowie w cylindrach
Reżyseria - Mark Sandrich
Główne role - Fred Astaire, Ginger Rogers
Premiera - 30 września 1935
Kraj - Stany Zjednoczone
Gatunek - Musical

Musical absolutny! Jest w nim wszystko, co w dobrym musicalu być powinno i szczypta magii, która porywa widza. Jest charyzmatyczny Fred Astaire, któremu uśmiech nie schodzi z twarzy, a śpiewa jak anioł i tańczy jak diabeł. Jest piękna Ginger Rogers, która dotrzymuje mu (stara się dotrzymać) tempa w tańcach i śpiewach i są inni, którzy doskonale budują tło do tego duetu. Jest sporo humoru i romansu, a przede wszystkim jest mnóstwo piosenek i układów tanecznych, które naprawdę porywają.

Historia prosta, ale i taka być musi, bo to nie ona jest najważniejsza. Nie może jednak na tyle popaść w banał, by nie irytować widza. No i nie popada. Jerry zakochuje się w Dale, która przez zbieg okoliczności jest przekonana o tym, że jest on mężem jej przyjaciółki. Jego podchody i podrywy strasznie ją denerwują, bo ciągle myśli, że nowy mąż przyjaciółki zdradza ją od samego początku. Wszystko oczywiście zmierza do nieuniknionego finału, lecz po drodze twórcy serwują mnóstwo gagów i nawarstwiających się nieprzyjaznych zbiegów okoliczności.

Najważniejsze w musicalu są dwie rzeczy - piosenki (a wraz z nimi tańce) i przekonujący aktorzy. Fred Astaire jest tak naturalny, tak na luzie, tak elokwentny, że po prostu każdy film z jego udziałem pozostawić musi pozytywne odczucia. Nie gorzej z jego partnerką, wespół zresztą zagrali w kilku filmach zdaje się. Jednak to Panowie w cylindrach są chyba tym najsłynniejszym i być może najlepszym. Wspaniały musical, pełen pozytywnej energii i dla zatwardziałych przeciwników gatunku magiczny lek, który wyleczy ich z uprzedzeń. Te słowa pochwał trzeba jednak zwieńczyć pewnym spostrzeżeniem. Oto jest kino typowo rozrywkowe, pełne prostych, pozytywnych emocji i niestety nic więcej.



1934 Czapajew

Tytuł polski - Czapajew
Reżyseria - Georgi Vasilyev, Sergei Vasilyev
Premiera - 1934
Kraj - Rosja
Gatunek - Dramat historyczny

Mocna pozycja w "rewolucyjnym" kinie Radzieckim. Film opowiada o losach Wasilija Iwanowicza Czapajewa, "czerwonego" żołnierza dzielnie walczącego w imię rewolucji bolszewickiej z "białymi". Oparty jest na wspomnieniach niejakiego Furmanowa, który dołączył do bohaterskiego dowódcy i uczył go ogłady, ten z kolei pisarzowi udzielał lekcji z prostej, chłopskiej logiki, odwagi, bohaterstwa, dobroci, heroizmu, siły ducha i tak dalej. Czapajew przedstawiony jest jako nieskazitelnie dobry człowiek, nieco dziki i nieopanowany, ale przez to zupełnie naturalny i stanowiący kontrapunkt dla sztywnych, fałszywych arystokratów. Nie na darmo w Rosji po premierze filmu powstawały dowcipy z Czapajewem w roli głównej jako o osobie, która potrafi dokonać wszystkiego, nawet rzeczy niemożliwych, bo i w dziele panów Vasilyevów jest on tak wyidealizowany, że aż bawi. Bawi jednak tylko do pewnego stopnia, bowiem kreacja Borisa Boboczkina jest na tyle przekonująca, że szybko widz daje się porwać Czapajewowi. W filmie pokazanych jest trochę walk i ucieczka bohatera przed "białymi", gdy ci nikczemnie atakują jego obóz. Dzieło wieńczy śmierć Czapajewa i spektakularny wybuch skarpy.

W momencie premiery film przyciągnął do kin rzesze radzieckich widzów, był do tego stopnia popularny, że kina w małych miastach organizowały seansy całą dobę. Na wielki sukces filmu złożyło się wiele czynników i rasowa propaganda prokomunistyczna była jednym z najmniej ważnych. Przede wszystkim w filmie przekonujący są aktorzy i swoboda z jaką oni oraz reżyserzy budują ich kreacje. Stają się oni dzięki temu niemalże namacalni, prawdziwi - z krwi i kości. Nie jest to film szczególnie piękny od strony wizualnej, jest raczej brudny i stara się być realistyczny i oto kolejny powód sukcesu tego obrazu. W niepięknych warunkach pojawiają się bohaterowie z krwi i kości, którzy walczą w imię słusznej sprawy.

Ogląda się to widowisko bardzo dobrze i nawet z dzisiejszej perspektywy Czapajew jest obrazem bardzo świeżym i soczystym, tak jak główny bohater, który ziemniakami na stole udzielał lekcji taktyki czy łaził w obdartym mundurze aż do momentu, gdy Furmanow nie uświadomił go, że wyglądem daje się świadectwo idei rewolucyjnej. Mowa Czapajewa o walce, ideach i innych takich wyniosłych rzeczach całkiem przekonująca, bo i niezbyt napompowana, ale właśnie taka naturalna, swobodna.

wtorek, 19 lipca 2011

1937 La Grande Illusion (Towarzysze broni)

Tytuł - La Grande Illusion
Tytuł polski - Towarzysze broni (Wielkie złudzenie)
Reżyseria - Jean Renoir
Premiera - 1937
Kraj - Francja
Gatunek - Dramat wojenny
Moja ocena od dzisiejszego wpisu nie oceniam filmów

O zapomnianych twórcach
W najmłodszej dziedzinie sztuki pięknej wszystko dzieje się niebywale szybko. Nurty pojawiają się znikąd, by po kilku latach odejść bezpowrotnie. Żaden reżyser całe życie nie może konsekwentnie tworzyć w jednym stylu, gdyż bardzo szybko stałby się archaiczny. Najlepiej tę tezę udowadnia upadek kina niemego - mało który mistrz tamtej epoki odnalazł się w nowym świecie, świecie dźwięku. Ci, którym się udało, musieli na nowo uczyć się warsztatu i diametralnie zmienić swoje podejście do X muzy. Historia Charlesa Spencera Chaplina wiele o tym mówi. Wielka gwiazda niemego kina na dźwiękowe się po prostu... obraziła. Dostrzegając jednak, że nie ma szans w tej walce i ona zaczęła zmieniać swój styl pod filmy, które przeznaczone są nie tylko dla widzów, ale i słuchaczy. Charlie tworzy swój łabędzi śpiew - Światła rampy - poruszającą melodramatyczną historię o samym sobie, o tym jak wszystko przemija w branży rozrywkowej. Wespół z filmem Bulwar zachodzącego słońca filmy te tworzą przepiękny duet obrazów o upadku dawnych mistrzów. W filmie Wildera pojawia się nawet Buster Keaton, drugi wielki komik niemego kina, który kompletnie nie odnalazł się w świecie dźwięku i nawet w tym wspaniałym filmie odgrywa niemą rolę - ze swoją trumienną miną gra w karty z innymi "upadłymi" gwiazdami.
O Chaplinie widzowie jeszcze pamiętają, bo stał się on pewnym symbolem kina. Został wchłonięty przez popkulturę, która już go nie wypuści i słynny melonik oraz wąsik zawsze będą rozpoznawalne. Mało kto jednak zna Chaplina z jego filmów, a nie z plakatów czy nawiązań nawiązujących do nawiązań, które są nawiązaniami do... O Busterze Keatonie nie pamięta już nikt poza ludźmi interesującymi się kinem. Innym zapomnianym dzisiaj geniuszem jest Jean Renoir, który lata swojej świetności miał właśnie po upadku niemego kina.

"Jego życie, jego filmy"
Nazwisko Renoir może coś mówić nie tylko zainteresowanym kinem. Niejaki Auguste Renoir genialny malarz - impresjonista jest ojcem Jeana genialnego reżysera - we wczesnym okresie twórczości również impresjonisty. Renoir-syn urodził się w Paryżu w 1894 roku. W swojej autobiograficznej książce napisanej w 1974 roku (wydanej w Polsce w 1978 roku) wspomina czasy dzieciństwa, gdy zmuszano go do noszenia długich włosów, a te były blond i kręciły się niemożliwie, co przyszłego reżysera wprawiało w irytację. Na domiar złego ojciec uwielbiał malować te loki, co pogrążało Jeana w rozpacz. Mimo noszenia spodenek wszyscy brali go za dziewczynkę, co również nie było powodem do radości. Na szczęście dziecięce problemy nie miały negatywnego wpływu na jego dorosłe życie, w którym okazał się twórcą niezwykle płodnym i oryginalnym - genialnym.
W początkowej fazie twórczości przypięto mu łatkę impresjonisty i łączono z francuską awangardą. Najważniejszym filmem tego okresu jest Nana na podstawie Zoli. Jednak szczytowy okres twórczości Renoira przypada na drugą połowę lat trzydziestych. Nakręcił wówczas Towarzyszy broni, Marsyliankę i Reguły gry. Przyjęło się mówić o poetyckim realizmie, który wespół z Marcelem Carne, Renoir prezentował (i doprowadził do perfekcji). W 1949 roku zrealizował swój pierwszy kolorowy film - Rzeka, aktywnie tworzył do 1969 roku, gdy nakręcił ostatni film Le Petit théâtre de Jean Renoir. Był nie tylko reżyserem (40 filmów), ale również aktorem (zagrał w 10 filmach, najsłynniejsza rola w Regułach gry) i scenarzystą (32 scenariusze). W 1975 roku otrzymał specjalnego Oskara za całokształt twórczości. Zmarł w Beverly Hills w 1979 roku.

Towarzysze broni
Jeżeli ktoś tworzy listę 100 najlepszych filmów wszech czasów musi pamiętać o jednej regule - taka lista musi zawierać Towarzyszy broni. Odpowiedź na pytanie dlaczego? sama się wyklaruje wraz z kolejnymi słowami tego tekstu albo po prostu - po seansie. Podobnie jak Obywatel Kane Orsona Wellesa, tak i La Grande Illusion Renoira jest filmem, który wszyscy krytycy wyliczają jako arcydzieło kinematografii. Oba filmy łączy ich innowacyjność - łamanie klasycznych zasad i wprowadzenie kina na inną ścieżkę. W tym sensie oba dzieła uznać można za genialne - nie są to młodzieńcze wybryki buntowników, ale dojrzałe i skończone arcydzieła odchodzące od klasycznego podejścia do kina. Przyjęło się podawać właśnie Obywatela Kane'a za film rewolucyjny, ale to Jean Renoir był pierwszy, to on już coś zburzył i to on był inspiracją dla Wellesa. Oczywiście to film młodego (i pewnego siebie) Orsona najpełniej złamał "stare" kino, ale o wkładzie twórcy Towarzyszy broni nie należy zapominać.

Historia przedstawiona w Towarzyszach broni bazuje na wspomnieniach przyjaciela Renoira - porucznika Pinsarda - francuskiego lotnika, który siedmiokrotnie został zestrzelony, siedmiokrotnie pojmany do niewoli i wreszcie - siedmiokrotnie zbiegał z więzienia. Pisząc scenariusz Charles Spaak wraz z Jeanem Renoirem czerpali z historii dzielnego żołnierza pewne sytuacje i pomysły, lecz nie jest to bezpośrednio opowieść o jego losach. Prócz tego przeczytali dwadzieścia tomów wspomnień żołnierzy będących w niewoli. Akcja filmu dzieje się podczas I wojny światowej, gdy arystokrata kapitan de Boeldieu i porucznik Maréchal pojmani zostają przez Niemców. Trafiają do obozu, gdzie Francuzi z dystansem podchodzą do reguł narzuconych przez sztywnych Niemców i co i rusz planują ucieczki, które kończą się powodzeniem lub nie. Ostatecznie bohaterowie trafiają do twierdzy dowodzonej przez niemieckiego arystokratę - majora von Raffensteina. Między kapitanem a majorem nawiązuje się koleżeńska relacja - obaj są z tej samej klasy społecznej i dosyć łatwo znaleźć im wspólny język. Francuzi nie ustępują w swojej aktywności związanej z ucieczkami, i choć z twierdzy jeszcze nikomu zbiec się nie udało, to nie tracą zapału. Ostatecznie dzięki kapitanowi, który odwraca uwagę żołnierzy, Maréchalowi oraz Rosenthalowi (francuski Żyd) udaje się uciec. Wędrując po górach trafiają wyczerpani pod opiekę niemieckiej chłopki Elzy, w której porucznik zakochuje się. Bohaterowie muszą jednak uciekać dalej i trafiają za granicę Szwajcarii, gdzie pościg nie ma wstępu - teren neutralny. Tak oto kończy się ten film. Lakoniczny opis przedstawia jedynie główną oś fabularną, a genialny Renoir wplótł w tę historię tyle dodatkowych treści, że jeden seans to zdecydowanie zbyt mało. Nie chodzi o to, że film jest niebywale głęboki i trudny - on jest niemożliwie subtelny i piękny zarazem w tej swojej subtelności. Jest niezwykle nowoczesny - kręcony w 1937 roku nadal jest niebywale świeży. Dotyczy to zarówno technicznej strony dzieła, ale też jego treści. Spróbujmy przyjrzeć się temu - nie boję się tego pisać - arcydziełu dokładniej.

Z tytułem problemy
Polski tytuł - Towarzysze broni - nie jest tłumaczeniem oryginalnego La Grande Illusion, co znaczyłoby Wielkie złudzenie. Tok myślenia osób dystrybuujących to dzieło w Polsce wydaje mi się dosyć oczywisty. Wielkie złudzenie to tytuł nic nie mówiący o treści filmu, zaś Towarzysze broni od razu nakierowuje potencjalnego widza na fakt - oto film wojenny. To troszkę jak z Wirującym seksem co w oryginale zwał się Dirty Dancing (i wiele innych przykładów, nie tylko filmowych, ale też książkowych).
W przypadku dzieła Renoira znaczenie tytułu jest bardzo ważne i jest to niejako jego integralna część. Tym bardziej szkoda, że polski widz został tego tytułu pozbawiony. Pojęcia złudzenia to klucz do interpretacji filmu, ale o tym nieco dalej.

Pierwsze dno - film antywojenny
Większość filmów wojennych jakie powstają jest w istocie filmami antywojennymi. Nie inaczej jest z Towarzyszami broni, który w najoczywistszej warstwie jest dziełem o wydźwięku wybitnie przeciw wojnie. Okazuje się, że wielkim złudzeniem jest wiara w celowość i pożyteczność wojny. Sam Renoir w amerykańskim spocie reklamującym ten film nazywa wojnę "rozpaczliwą przygodą". Okazuje się, że z wojny nic nie wynika - niesie tylko cierpienie. Dla wyższych klas społecznych jest pewną "rycerską grą", zaś dla niższych walką o byt. Renoir nie banalizuje tematu i nie stawia na proste środki "antywojenne". Wspomnieć należy świetne Na zachodzie bez zmian na podstawie prozy Remarque, gdzie dramatyzm wojny jest ukazany dosadnie wraz z przykrymi konsekwencjami czy Wielką paradę. W swoim dziele Vidor zastosował ciekawy zabieg, bo uczynił z wojny wielką zabawę, rozluźnia widza, by samą końcówką uderzyć go niczym młotem i sprowadzić na ziemię. Towarzysze broni są w zupełnie inny sposób filmem antywojennym. Nie ma tutaj grozy wojny w żadnej sekundzie. Grupka wesołych Francuzów bawi się po prostu w obozie, a protest wobec wojny jest prezentowany tu między słowami. Renoirowi udało się uniknąć banalnej dosłowności, a jednocześnie nie utracić nic z wyrazistości przekazu.

Drugie dno - film społeczny
Wielkim złudzeniem nie jest tylko pożyteczność wojny. Jest nim także podział na granice, na narodowości. To chyba najważniejsza rzecz, którą Renoir chciał przedstawić i zrobił to z zegarmistrzowską precyzją i wyczuciem godnym oklasków. Zdaje się, że arystokraci z różnych krajów mają ze sobą więcej wspólnego niż ze swoimi rodakami z niższych klas. Major von Rauffenstein z kapitanem de Boeldieu od razu znajdują wspólny język i czują wobec siebie wzajemny szacunek. Znakomicie ta wieź przedstawiona jest w momencie gdy major zmuszony jest zastrzelić uciekającego Francuza. Błaga go o to by się poddał, gdyż nie chce go zabić, a gdy sytuacja go do tego zmusiła to na zwłokach byłego przyjaciela składa symbolicznie kwiat geranium. Relacje kapitana de Boeldieu z żołnierzami - proletariuszami przedstawione są jako oschłe, pełne szacunku, lecz bez więzi emocjonalnej. Porucznik Maréchal to prosty człowiek - dziki i naturalny, zaś kapitan jest niezwykle zdyscyplinowany, sztywny. Zestawienie tych dwóch typów charakteru - a raczej tych dwóch klas społecznych - jest jednym z ważniejszych wątków filmu. Wielką iluzją jest zatem podział na narody i bliskość rodaków. Ważniejsze są podziały klasowe niż narodowe. Po ucieczce Maréchal zakochuje się w niemieckiej chłopce - ot kolejny dowód na powyższą tezę. Nieważny jest język i narodowość, ważniejsze jest to w jakiej kaście zostało się wychowanym. Prosty człowiek z prostym człowiekiem zawsze odnajdzie wspólny język. Powszechnie znana jest historia z I wojny światowej gdy wojska dwóch stron podczas Wigilii ogłosiły jednodniowy rozejm i wspólnie urządzili sobie święto. Zaczęli śpiewać i bawić się razem, aż do momentu, gdy oficerowie nie dostrzegli w tym zachowaniu widma końca wojny. Żołnierze dostrzegli, że ci za barykadami nie są potworami, a dokładnie takimi samymi ludźmi z takimi samymi problemami i radościami. Oficerowie więc przerwali zabawę, bo szybko okazałoby się, że nie ma komu walczyć. Dokładnie ten sam problem podejmuje Renoir w swoim dziele i w niebanalny sposób prezentuje. I już w tym momencie film zdaje się być genialny, ale to jeszcze nie wszystko co może nam powiedzieć.

Trzeci dno - film nieuchwytny
Czym jest to trzecie dno i dlaczego nazwałem Towarzyszy broni filmem nieuchwytnym? To pewnego rodzaju krąg bez wyjścia, bo skoro jest nieuchwytny, co zakładam, to nie jest możliwe abym mógł wyrazić tę nieuchwytność. Nie jest tak źle – spróbuję wyrazić to, co niewyrażalne. Na myśli z tą nieuchwytnością mam to, że obraz Renoira nie poddaje się żadnym uproszczeniom. Opisanie go jako film antywojenny czy społeczny jest niebywałym spłyceniem pełnego wydźwięku dzieła. Reżyserowi udało się zawrzeć coś więcej w tych 114 minutach seansu. Najlepiej oddam to pewną metaforą, którą Renoir podaje w swojej autobiografii („Moje życie, moje filmy”). Wyobraźmy sobie aktora, który ma zagrać rolę biednego rybaka. Ubiera się w podarte łachy i nie goli się miesiąc. Scena kręcona jest na prawdziwym statku i... nie wygląda na prawdziwego rybaka, choć zewnętrznie wszystko jest w porządku, to aktor bez talentu nie zagra rybaka choćby wszystko wokół doskonale imitowało rzeczywistość. Teraz weźmy Charliego Chaplina, który w zwyczajnym stroju włóczęgi, z kuriozalnym wąsikiem i melonikiem, kręcąc laską będzie najprawdziwszym rybakiem. Oto podział na prawdę zewnętrzną (marny aktor) i wewnętrzną (doskonały aktor). Renoir przy okazji kręcenia Towarzyszy broni nie postawił wszystkiego na realizm zewnętrzny, bo wiedział, że mógłby tym samym zaburzyć harmonię obrazu. Przykładem jest mundur majora niemieckiego, który w rzeczywistości nie mógł tak wyglądać. Reżyser dodał mu nieco elementów, by Stroheim mógł na wadze szalkowej uzyskać równy wynik z opozycyjnymi Fresnayem (kapitan) i Gabinem (porucznik). Balans, który dzięki temu uzyskał, by wynikiem porzuceniu prawdy zewnętrznej na rzecz prawdy wewnętrznej. Zmierzam do tego, że film Renoira jest wyrazicielem prawdy świata na bazie realizmu, lecz nie realizmu szaleńczego. Pewne uproszczenia, zmiany są konieczne, aby obraz mógł mieć pewną harmonię i cechować się poetyką, której dziełu Jeana nie brakuje. Konkludując ten rozdział: tym, co czyni film nieuchwytnym jest prawda przedstawiona w nieprawdzie budząca pozór prawdy. A jaśniej: ten film jest prawdą. Credo przyświecające twórczości Renoira brzmi: Autentyzm materiału, aukcji i wykonania.

Erich von Stroheim, Jean Gabin i Pierre Fresnay
Trudno pominąć przy opisie tego filmu wielkość tych trzech aktorów. Gabin gra pewnego siebie prostaka, dobrodusznego, ale oschłego i twardego. Fresnay jest sztywny i wyniosły, a jednocześnie niezwykle „arystokratyczny” w klasycznym stylu. Z kolei Stroheim jest... trudno pisać o wcieleniu autora Chciwości, to po prostu trzeba zobaczyć. Geniusz jego aktorstwa jest niewyrażalny słowami. Tych trzech panów w momencie, gdy grają swoje role przyćmiewają całe tło. Równie dobrze Renoir mógłby kręcić cały film w marnym studiu bez przywiązywania wagi do kostiumów, a i tak byłby niewiarygodnie realistyczny i prawdziwy. Siła aktorstwa jest zawsze większa od siły tego, gdzie aktorzy grają. Ważne jest jednak to, że Renoir nie rezygnuje z tej „reszty”. Ujęcia kręcone są w autentycznej twierdzy Château du Haut-Kœnigsbourg, a sceny ucieczki w prawdziwym plenerze górskim. Warto przytoczyć anegdotę, którą Renoir podaje w swojej książce. Na początku zdjęć do Towarzyszy broni popadł on w konflikt z Stroheimem, bowiem ten nie rozumiał czemu reżyser nie wprowadził on w początkowej scenie w baraku kilku prostytutek w typie jawnie wiedeńskim. Renoir był w kłopotliwej sytuacji, podziw dla wielkiego człowieka, twórcy Chciwości – filmu będącego dla niego symbolem profesji reżyserskiej – stanął wobec człowieka ulegającego dziecinnym stereotypom. Kłótnia była na tyle poważna, że reżyser nie wytrzymał i rozpłakał się, co na tyle poruszyło Ericha von Stroheima, że padli sobie w ramiona.

Wielkość Renoira
W telegraficznym skrócie: film Renoira cechuje się niebywałą troską o plastykę obrazu i dojrzałym stylem realizacji. Do tej pory wydaje się obrazem nowoczesnym i ani trochę się nie zestarzał od strony realizatorskiej. Niemały wpływ ma na to niesamowite wyczucie dialogów i płynna, harmonijna narracja osiągnięta przez świetną organizację kontrastujących ze sobą scen. Również dbałość o wiarygodność scenerii, choć nie do przesady, sprawia, że film nadal porywa widza. Kolejny raz trzeba zaznaczyć, że Renoir w swoim realizmie zachował umiar i w pewnych momentach rezygnuje z niego na rzecz poetyki obrazu. Jerzy Toeplitz napisał pisał o twórczości pana Jeana, że to odbicie rzeczywistości przepuszczone przez filtry jego własnego oryginalnego spojrzenia. Sam Renoir o twórczości artystycznej pisał, że artysta musi być związany ze środowiskiem, o którym chce coś powiedzieć. Reżyser brał udział w wojnie, był stuprocentowym Francuzem i miał styczność z wyższymi sferami – wystarczyło mu to, oraz niezwykły dar spostrzegawczości otaczającej rzeczywistości, by w filmie oddać „ducha” tamtej epoki, a jednocześnie stworzyć dzieło uniwersalne, wyrywające się jakimkolwiek klasyfikacjom.

Konkluzja i inne takie
Martin Heidegger w swojej pracy O źródle dzieła sztuki postawił tezę, że dzieło sztuki jest tym genialniejsze im więcej prawdy o ludzkim świecie zawrze artysta w maksymalnie skończonym materiale. Podał przykład Butów Van Gogha, które symbolizują cały świat chłopów, ich życie i trud, a to jedynie obraz znoszonych butów. Zdaje się, że i film Towarzysze broni byłby innym doskonałym przykładem. Historia bowiem jest prosta i wprost nie mówi wiele, ale oddaje cały świat tamtych czasów. Mówi mało, ale wyraża wiele. Biedni są ci, co oglądając Wielkie złudzenie dostrzegą historię o francuskich uciekinierach i nic więcej. Renoir zawarł w tym dziele coś, czego widz wyrazić słowami nie potrafi, ale chwyta to, chwyta tę ideę i ma ją w głowie. Geniusz subtelności, smaku i wyczucia - oto kim jest Jean Renoir.

Film w sezonie 1936/1937 odniósł niebywały sukces kasowy i zajął I miejsce we Francji prześcigając nawet komedie. W Wenecji na Biennale zdobył puchar za najlepszy film artystyczny, jednak krajowa włoska prasa widziała w nim komunistyczną propagandę i odnosiła się do niego bardzo oschle. Mimo to znalazło się kilku odważnych krytyków podkreślających wielką wartość dzieła Renoira. Mario Gromo w La Stampa podkreślał, że dominującym uczuciem filmu jest miłość do ojczyzny. Giuliemina Seti w Il Lavoro napisała o Towarzyszach broni: „Wielki, potężny dramat, w którym przemawiają do widza fakty proste, skromne i ludzkie”.

Na zakończenie: Renoir w swojej książce wspomina o Carlu Kochu, który podczas I wojny światowej walczył po drugiej stronie barykady. Nie przeszkodziło to im jednak po wojnie stać się przyjaciółmi. „Oto jeszcze jeden dowód przemawiający za słusznością mojej teorii, że świat dzielą granice poziome, a nie pionowe”.


Download Towarzysze broni

czwartek, 30 września 2010

1938 Bringing Up Baby (Drapieżne maleństwo)

Tytuł - Bringing Up Baby
Tytuł polski - Drapieżne maleństwo
Reżyseria - Howard Hawks
Premiera - 18 lutego 1938
Kraj - Stany Zjednoczone
Ranking - IMDb 8.1, Filmweb 8.0
Gatunek - Komedia
Długość - 102 minuty
Studio - RKO Radio Pictures
Język - Angielski
Kolor - Czarno-biały


Bringing Up Baby (po polsku to będzie: Drapieżne maleństwo) nazwałbym wprawką Cary'ego Granta do Arszenik i stare koronki (jedna z lepszych komedii absurdu). Mamy tu do czynienia z dziewczyną-zagładą, która co by nie zrobiła, to wpakuje głównego bohatera (Dra Huxleya) w tarapaty.

Zaczyna się niewinnie, Huxley pracuje w muzeum i aby skończyć szkielet brontozaura brakuje mu tylko jednej kości. Poza tym za kilka dni ma wziąć ślub, a i wybiera się na golfa z potencjalnym sponsorem, który być może wyłoży milion dolarów na rozwój muzeum. Pech chce, że spotyka tam Susan, która od samego początku komplikuje mu życie. Dodatkowo szybko się w nim zakochuje i próbuje go do siebie zwabić, a poza tym potrzebuje pomocy. Jej brat z Brazylii przysłał dla jej ciotki lamparta, zaś pies zakopał cenną kość. Ostatecznie wszyscy trafiają do paki, bo komisarz nie wierzy im, że polują na wspomniane zwierze, aż do momentu gdy same wkracza na komisariat, a za nim inne, które uciekło (z małą pomocą Susan) z samochodu wiozącego je do uśpienia. Przepraszam za ten chaotyczny opis, ale streścić tego filmu w sensowny sposób po prostu się nie da. Jeżeli znacie Arszenik..., to wiecie o co chodzi. Generalnie dzieje się dużo, ale zakończenie jest nieuniknione - Huxley również zakochuje się w Susan.

Film jest zakręcony, można by rzec postrzelony, ale przez to tak dobrze się go ogląda. Gagi są różne, głównie opierają się na pewności siebie dziewczyny, która jest strasznym niezdarą. Huxley z kolei to nieśmiały z początku, potem wkurzony, a na końcu zupełnie olewający wszystko, zdeterminowany tylko by odnaleźć zagubioną kość. Ta parka świetnie się uzupełnia tworząc niepowtarzalny klimat. Ten typ komedii Amerykanie nazwali screwball comedy. Dzieje się dużo, za dużo, absurd zaczyna gonić absurd, a gdy kolejna osoba uwierzy w "prawdę", to następne jej nie chcą wierzyć.

Film zagrany pierwszoligowo, trudno do czegokolwiek się od tej strony przyczepić. Uważam jednak, że w starciu z późniejszym Arszenikiem nie ma szans. Niektóre gagi zestarzały się, a piskliwy głos ciągle jęczącej i wkurzającej Huxleya Susan może irytować momentami. Jednak nie na długo, ale mimo wszystko.

Oklaski (na stojąco) dla lamparta, którego nie sposób nie polubić.*

Moja ocena 3.5/5


*Pisane na szybko, za co przepraszam.

Download, film do ściągnięcia

wtorek, 28 września 2010

1931 A nous la liberte! (Niech żyje wolność!)

Tytuł - À nous la liberté
Tytuł polski - Niech żyje wolność
Reżyseria - René Clair
Premiera - 18 grudnia 1931
Kraj - Francja
Ranking - IMDb 7.7, Filmweb 7.2
Gatunek - Komedia, musical
Długość - 104 minuty
Studio - Films Sonores Tobis
Język - Francuski
Kolor - Czarno-biały


Zupełnie nieznany w Polsce film francuskiej produkcji, trochę w stylu Chaplina, ale zarazem jedyny w swoim rodzaju. Mamy tu do czynienia z obrazem nad wyraz wiekowym, bo z roku 1931, a więc dokładnie wtedy, gdy Charles nakręcił Światła wielkiego miasta. Nie jest to zupełnie bez znaczenia, bo można znaleźć w obu obrazach wiele podobieństw. Nie zamierzam jednak się na tym skupiać, a jedynie zachęcić do lektury obu filmów pod tym kątem.

Film opowiada o losach dwóch więźniów, którzy planują ucieczkę. Niestety zwiać udaje się tylko jednemu (Louisowi) i szybko udaje mu się rozwinąć skrzydła na wolności. Zakłada wielką fabrykę, dzięki czemu dorabia się fortuny. Po jakimś czasie i drugi bohater (Emile) znajduje się na wolności i wpadając w tarapaty (za bardzo oglądając się na piękną panią) ukrywa się w fabryce. Potem wtapiając się w tłum pracowników znowu doigruje się i podczas kolejnej ucieczki trafia na dyrektora. Ten udaje, że nie poznaje kompana, lecz szybko stara przyjaźń rodzi się na nowo. Razem bawią się i próbują zeswatać wspomnianą panią z Emilem. Nie udaje im się to, bo ona kocha innego. Do tego dochodzi wątek szantażu Louisa przez starych znajomych z więzienia, by dał im kupę kasy, a w zamian nie wydadzą go, że zwiał z więzienia. Film kończy piękna scena ucieczki każdego przed każdym oraz jeszcze piękniejsza scena śpiewana, gdy Louis i Emile ruszają przed siebie, zaś pracownicy fabryki łowią ryby, grają w karty i kręgle, bo modernizacja zakładu sprawiła, że nie muszą pracować.

Film bardzo mi się spodobał, chociaż nie do końca przetrwał próbę czasu. Niektóre gagi są nieco infantylne i na siłę, ale generalnie mamy do czynienia raczej z nie nachalnym humorem. Czasem zdarzy się jakiś kopniak, głupia gonitwa czy przepychanka, ale nie razi to zbytnio. Są całkiem pomysłowe i dosyć naturalnie zrealizowane. Największą zaletą jest zakręcony scenariusz z bardzo ładnym zakończeniem. Troszkę słabo wypadają piosenki czasem śpiewane przez bohaterów, jednak, co zaskakujące, na końcu filmu, główny motyw nuciłem sobie pod nosem i prawie że śpiewałem razem z Emilem i Louisem. Również aktorzy spisali się dobrze, szczególnie Emile, a i oklaski za urodę dla Rolli France (zdjęcie czwarte). Troszkę scenografia sztuczna, ale nie jest dużo gorzej niż u Chaplina.

Jest to pozytywny film, który hołduje prawdziwej przyjaźni, której nie da się kupić za pieniądze. Propaguje też chwytanie dnia, luz i radość, a nie mechaniczne wykonywanie obowiązków czy żądzę pieniądza. Bohaterowie bez grosza przy duszy, w obdartych ciuchach idąc drogą nie wiadomo gdzie są naprawdę szczęśliwi, w przeciwieństwie do sztywnego kierownika czy Louisa, który nie spotkał jeszcze na nowo Emile'a. Bardzo spodobała mi się scena, gdy machiny same robią produkty, a między nimi siedzi dwóch pracowników i gra w karty, potem kamera pokazuje grających na placu w kręgle i tłum wędkarzy łowiących ryby w rzece, a potem najazd na tańczących na parkiecie. Jest to nieporównywalnie weselsze od wkręcaniu śrubek na taśmie produkcyjnej czy łapaniu jedzenia, podczas przerwy, który przesuwa się również po taśmie. Daleki jestem od doszukiwania się jakichś głębszych myśli zawartych w tym filmie, ich po prostu nie ma. Jedynie opisuję emocje, które wywołały te ładnie zrealizowane sceny. Film jest wesoły i na luzie. Odradzam doszukiwania się w nim lewackiej agitacji, bo jej tutaj nie ma. On ma po prostu wywołać uśmiech na twarzy widza i kilka razy, w moim przypadku, mu się to udało.

Mimo tych pozytywnych zdań powyżej nie jest to film, który mógłbym z czystym sumieniem polecić. Zdaję sobie sprawę, że nie każdemu może przypaść do gustu. Troszkę się zestarzał - gorzej znosi próbę czasu niż Chaplin. Warto wspomnieć, żeby dać punkt odniesienia, że jeżeli znacie i lubicie Tatiego (Jacques Tati), to À nous la liberté z pewnością się wam spodoba.

Moja ocena 3.5/5

środa, 22 września 2010

1932 Scarface (Człowiek z blizną)


Tytuł - Scarface
Tytuł polski - Człowiek z blizną
Reżyseria - Richard Rosson, Howard Hawks
Premiera - 9 kwietnia 1932
Kraj - Stany Zjednoczone
Ranking - IMDb 7.9, Filmweb 8.1
Gatunek - Kryminał, dramat, film-noir
Długość - 93 minut
Studio - The Caddo Company
Język - Angielski, włoski
Kolor - Czarno-biały


Człowieka z blizną zna każdy, choć trochę interesujący się filmami, jednak dzięki filmowi Briana De Palmy z Pacino w roli Tony'ego, a nie pierwowzorowi tego obrazu z 1932 roku. Zestawienie obu obrazów znajduje się na końcu recenzji.

Dzieło inspirowany jest życiem amerykańskiego gangstera Ala Capone. Nie jest to jednak wierna biografia, a mocno urozmaicony film gangsterski. Zaczyna się od zabójstwa trzymającego władzę na południowym wybrzeżu gangstera. Policja obawia się wojny gangów o przejęcie bezpańskiego teraz stołka - i ma rację. Do władzy dochodzi niejaki Johnny Lovo, który zlecił zabójstwo byłego szefa. Chce dobrze zorganizować strukturę swojej nielegalnej działalności (sprzedaż piwa do barów) oraz odpowiednio się ułożyć z północnym wybrzeżem, nie wchodząc w drogę bossowi tamtego terytorium. Wszystko byłoby dobrze dla Lovo, gdyby nie jego prawa ręka, gość od czarnej roboty - Antionio Camonte, czyli tytułowy człowiek z blizną. Tony nie patyczkuje się - nie boi się ani policji, ani gangu z północy i zaczyna im wchodzić w drogę, ku niezadowoleniu swojego szefa. Film ukazuje rośnięcie w siłę gangu i samego Scarface'a, który czuje się coraz bardziej bezkarny i rozprawia się ze wszystkimi stojącymi mu na drodze do pełnej władzy, pieniędzy i niejakiej Poppy - kobiety Lovo. W momencie, gdy ma już wszystko gubi go jego zazdrość o siostrę. Zabija swojego przyjaciela, który wziął z nią ślub, przez co w szybkim tempie sprowadza na siebie miecz Damoklesa.

Film jest ciężki, brutalny i dosłowny. Nie bez powodu miał problemy z cenzurą w Stanach Zjednoczonych i przełamał pewne tabu. Jest to panorama zastraszonego społeczeństwa amerykańskiego, które jest bezradne wobec gangsterów - przestroga, aby wziąć sprawy w swoje ręce, bo bandyci naprawdę nie są pozytywnymi osobnikami i bierność wobec ich panoszenia się do niczego dobrego nie doprowadzi.

Na uwagę zasługuje wiele pomysłowych scen, które budują specyficzny klimat. Strzelający karabin, a w tle wypadające kartki z kalendarza czy ujęcia z migoczącym napisem "The World is Yours". Te ostatnie oraz pewne kwestie Tony'ego nadają filmowi wymiar egzystencjalny, a raczej chcą powiedzieć, że człowiek, kimkolwiek by nie był, bardzo szybko może stać się kupą mięsa leżącą bezwładnie na ulicy. Nikt nie jest nieśmiertelny.

Człowiek z blizną jest typem, którego trudno polubić. Jest arogancki i pewny siebie, w żadnym stopniu widz nie kibicuje mu w walce z policją. Jest to zwyczajna szumowina, którą każdy życzyłby sobie widzieć z kulką w głowie lub co najmniej za kratami. Żądza władzy nigdy nie prowadzi do czegoś dobrego, a każda zbrodnia zostanie ukarana - to chcą nam przekazać twórcy. Zwracają się nawet na początku filmu do widzów, aby przestali przymykać oczy na przestępczość.

Aktorzy spisali się w mojej opinii na medal, a strzelaniny i pościgi wypadają nadzwyczaj realistycznie. Obraz bardzo dobrze przetrwał próbę czasu i z powodzeniem można go oglądać bez specjalnego nastawienia i przymykania oczu. Uważam jednak, że nie jest to film wybitny, jest to raczej mocny kryminał, niźli film psychologiczny czy dramat. Rozwój i upadek Tony'ego pokazane są w naiwny sposób, ale mimo to obraz godny jest polecenia.

Moja ocena - 3,5/5




Scarface z 1983 jest filmem kompletniejszym. Zawiera znacznie więcej wątków i w sposób zdecydowanie dokładniejszy prezentuje mentalność bohatera. Jest to jednocześnie film bardziej fantastyczny i przekoloryzowany, ale to wszystko jest zrobione z wyczuciem. Nie zamierzam jednak pisać tutaj porównawczej recenzji, a jedynie dać wyobrażenie o tym, jak bardzo oba filmy się od siebie różnią. Posługuję się datami zamiast tytułami.

- W 1932 akcja toczy się w Chicago w latach 30 - kapelusze i szaro-bure otoczenie. W 1983 w latach 80 na zachodnim wybrzeżu - skąpo odziane panienki i jaskrawe otoczenie.
- W 1932 o bohaterze wiemy, że jest Włochem, ale nic ponadto, w 1983 rozbudowano wątek jego pochodzenia - Kubańczyk, który za morderstwo na zlecenie wykupił wolność dla siebie i kumpla.
- W 1932 akcja toczy się wokół handlu piwa, a w 1983 handlu narkotykami.
- W 1932 Scarface rozprawia się z konkurencyjnym gangiem, a potem własnym szefem i przejmuje tym samym pełną władzę. W 1983 po zabiciu własnego szefa współpracuje on z baronem narkotykowym.
- W 1932 siostra po zabiciu jej męża nie strzela do Tony'ego, lecz pomaga mu. W 1983 strzela.
- W 1932 Tony ginie z rąk policji podczas próby ucieczki wykurzony z swojej twierdzy granatem gazowym. W 1983 ginie od strzału w plecy od wspomnianego barona narkotykowego uprzednio walcząc z jego bandziorami, przyjmując chyba z tysiąc kul i wykrzykując, że jest nieśmiertelny.


Jeszcze coś - istnieje alternatywne zakończenie filmu z 1932 roku. Tony po prostu nie próbuje uciec i zostaje skazany na karę śmierci przez powieszenie. Sędzia wygłasza mowę, aby Bóg miał w opiece jego duszę, a potem jest chaotyczna scena wykonania wyroku, na której nic nie widać i napisy końcowe. Dobrze, że użyto innego zakończenia.

1933 Duck Soup (Kacza zupa)


Tytuł - Duck Soup
Tytuł polski - Kacza zupa
Reżyseria - Leo McCarey
Premiera - 17 listopada 1933
Kraj - Stany Zjednoczone
Ranking - IMDb 8.1, Filmweb 8.1
Gatunek - Komedia, musical
Długość - 68 minut
Studio - Paramount Pictures
Język - Angielski
Kolor - Czarno-biały


Niesamowicie popularna w Stanach komedia, w Polsce mniej znana, ale również bardzo ceniona. Ja jednak nie mogę odnaleźć w tym filmie nic, o czym mógłbym napisać coś pozytywnego. Będę nadużywał słów: żenujący, żenada, głupi i idiotyczny.

Obraz przedstawia fikcyjne królestwo - Freedonię, które ma kłopoty finansowe, więc rządzący błaga bogatą paniusię o pożyczkę. Ta zgadza się pod warunkiem, że władzę przejmie jej znajomy Rufus T. Firefly. Po przejęciu władzy raczej się wygłupia, niż rządzi. Naraża się również sąsiadującej Sylvanii, przez co prowokuje wojnę. Zwycięstwo Freedonii kończy ten specyficzny film. Znajdziemy w nim poza tym wątek miłosny i szpiegowski - oba żenująco nieśmieszne.

Obraz wygłupami stoi - nie są to jednak gagi w stylu Chaplina, gdzie Charlie przez swój pech czy niezdarność ciągle dostaje w łeb. Tutaj każdy żart sprowokowany jest przez bohaterów, którzy zachowują się albo głupio albo chamsko. Przytoczę dwa przykłady: słynny numer z kapeluszem polega na tym, że dwóch chamskich typków zabrało kapelusz sprzedawcy i nie chcą mu go oddać. Ten irytuje się coraz bardziej, a głupki coraz bardziej mu dokuczają, aż ostatecznie podpalają mu nakrycie głowy. Boki zrywać. Drugi: jeden z tych głupków zawsze odcina napotykanym rozmówcom część garderoby, pewnego razu odciął kawałek cygara władcy, a ten zorientował się dopiero po chwili. Boki zrywać. Tego typu humor, tzw. slapstickowy, jest po prostu żenujący w wykonaniu aktorów. Bohater Rufus jest zupełnym chamem, który obraża wszystkich. Nie przekonał mnie też swoją charyzmą, przez co przez cały film czułem się zdrowo zażenowany. Generalnie nie znalazłem w filmie żadnej akcji, która choć zbliżyłaby się do bycia zabawną - chamski humor i tyle.

Scenariusz też jest do kitu. Jest to pewnego rodzaju satyra, ale tak idiotyczna, że nie ma żadnych walorów jak dla mnie. Chyba po prostu aktorzy nie podołali, zachowują się zbyt głupio, zbyt idiotycznie. Dosyć długa scena, w której wszyscy tańczą i radują się, bo idą na wojnę osiąga momentami szczyty szczytów żenady.

Film ma trochę piosenek, stąd można uznać go za musical - są bez wyrazu i nie wpadają w ucho.

Kolejny zarzut to chwile ciszy - leci jakiś gag, podpalanie kapelusza czy jakaś idiotyczna przepychanka - nie ma żadnej muzyki, czy odgłosów otoczenia, jedynie głucha cisza, która tylko wzmaga uczucie zażenowania. Jedyna mała zaleta to dialogi, które gdyby były po ludzku odegrane, to mogłyby być niezłe, ale nie są niestety.

Nie mogę pojąć dlaczego cieszy się on tak dużą popularnością - być może kiedyś taki humor był w cenie, ale sądzę, że uwłacza on ludzkiej inteligencji. Ze sentymentu ktoś może wysoko ocenić, ale świeżsi widzowie? Zdecydowanie nie polecam.

Moja ocena - 1,5/5

1933 King Kong


Tytuł - King Kong: The Eighth Wonder of the World
Tytuł polski - King Kong: Ósmy cud świata
Reżyseria - Merian C. Cooper, Ernest B. Schoedsack
Premiera - 7 kwietnia 1933
Kraj - Stany Zjednoczone
Ranking - IMDb 8.1, Filmweb 7.8
Gatunek - Przygodowy, dramat, fantastyczny, horror, romans
Długość - 100 minut
Studio - Radio Pictures
Język - Angielski
Kolor - Czarno-biały


Postać King Konga przeniknęła do kultury niczym Robin Hood czy Sherlock Holmes. O ile ci ostatni swoją sławę zawdzięczają powieściom lub legendom, tak wielka małpa tylko i wyłącznie głośnemu filmowi z 1933 roku.

Zaczyna się dosyć niewinnie - grupa filmowców pod wodzą reżysera-wizjonera rusza na wyprawę w poszukiwaniu tajemniczej wyspy, gdzie chcą nakręcić spektakularny film. Wyspa okazuje się być zamieszkaną przez ogromne-mityczne stwory - różnej maści dinozaury i tytułowego Konga - olbrzymiego goryla. Sytuacja komplikuje się, gdy tubylcy porywają piękną aktorkę, by złożyć ją w ofierze małpiszonowi. Jak się okazuje Kong zakochuje się w biednej dziewczynie i broni ją przed wszystkim, choć ona nie podziela jego uczuć i w każdej scenie drze się wniebogłosy. Reszta ekipy rusza jej na ratunek i niestety ginie śmiercią tragiczną, choć nie w całości. Ostatecznie udaje się im odbić dziewczynę, lecz Kong wpada w szał i rozwala wszystko wokół, jednak nie jest niezwyciężony i pada nieprzytomny, gdy "cywilizowani" ludzie rzucają mu pod nogi bombę gazową. Sprytny reżyser chcąc zdobyć sławę i pieniądze wiąże małpę łańcuchami i transportuje do Nowego Jorku. Tam jednak małpa w szale się wyswobadza i znowu porywa niewiastę wchodząc z nią na Empire State Building, gdzie następuje spektakularny finał filmu.

Scenariusz jak widać nie jest najwyższych lotów, lecz ma pewien potencjał, który został częściowo wykorzystany przez reżyserów. Otóż miłość małpy do pięknej aktorki jest miłością tragiczną i choć żaden z bohaterów ludzkich zbytnio tego nie dostrzega, a już na pewno nie obiekt uczuć, to goryl troszczy się o nią. Ostatnie sceny gdy rozpaczliwie próbuje uciec z betonowej dżungli mają być z założenia wzruszające. W praktyce wygląda to jak wielka jatka ze śmiercią Konga i pięknym cytatem:
- Well, Denham, the airplanes got him.
- Dobrze, Denham, samoloty dorwały go.
- Oh no, it wasn't the airplanes. It was beauty killed the beast.
- Och nie, to nie były samoloty. To piękna zabiła bestię.

Mówiąc o potencjalne scenariusza miałem też na myśli samą postać Konga. Otóż mamy do czynienia z przełomowymi efektami specjalnymi. Jest multum scen, w których małpa trzyma w łapach dziewczynę czy zjada jakiegoś przypadkowego człowieka. To jednak nic, bo największe wrażenie robią walki goryla z dinozaurami. Trochę animacja jest poszarpana, ale ruchy bohaterów tych scen są całkiem naturalne i robią dobre wrażenie. Modele bestii są naprawdę świetne. Oczywiście nie może być mowy o jakimkolwiek zaskoczeniu dla widza, który ogląda ten obraz w 2010 roku. Dobrze będzie, gdy nie wybuchnie śmiechem na widok Konga, gdy ten wychodzi z gęstwiny i ryczy wniebogłosy, a potem następuje spektakularne zbliżenie na jego mordę. Trzeba przymknąć oczy na te przestarzałe techniki tworzenia efektów specjalnych - wtedy lepiej się po prostu nie dało. Trzeba to docenić, bo na rok 1933 musiało to robić piorunujące wrażenie. Nie mamy prawa oceniać czegoś negatywnie, gdy w czasach powstało nie było nic lepszego, a nie było - King Kong wyprzedzał efektami konkurencję o kilka dobrych lat.

Warstwa aktorska jest niezła, nie można tutaj wiele zarzucić. To już nie jest kino z wygłaszaniem teatralnych kwestii - wszystko zdaje się być w miarę naturalne. Ogólnie obraz jest spektakularny i powiedziałbym, że jest to kino raczej sensacyjne, a nie dramat. Gdyby warstwę dramatyczną bardziej rozwinięto, a na dalszy plan odsunięto efekciarskie zbliżenia na pilotów w dwupłatowcach walących z dział w Konga, to otrzymalibyśmy obraz ponadczasowy. Niestety walki goryla z różnego typu przerośniętymi jaszczurkami są głównym wątkiem obrazi. W skrócie wygląda to tak (dla nieprzenikliwego widza):

1. Wyruszenie grupy filmowej na tropikalną wyspę, by nakręcić film.
2. Porwanie aktorki przez ogromną małpę.
3. Zabicie przez małpę wszystkiego co się rusza.
4. Pokonanie małpy i wystawienie jej w Nowym Jorku.
5. Uwolnienie się goryla i ponowne porwanie aktorki.
6. Ostateczne pokonanie Konga przez lotników.


I tyle. Mimo wszystko obraz jest warty obejrzenia, bo pewien potencjał scenariusza został wykorzystany. Tak jak powiedziałem: film sensacyjno-fantastyczny tamtych czasów.

Obraz doczekał się wznowienia w 1976 roku i 2005 w reżyserii Petera Jacksona (ten od Władcy Pierścienia). Wersja z 2005 udana.

Moja ocena - 3/5


Download, film do ściągnięcia