Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Niemcy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Niemcy. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 19 lipca 2011

1913 Der Student von Prag (Student z Pragi)

Tytuł - Der Student von Prag
Tytuł polski - Student z Pragi
Reżyseria - Stellan Rye, Paul Wegener
Premiera - 1913
Kraj - Niemcy
Gatunek - Horror

Zacznę pięknym cytatem:

"Gdziekolwiek będziesz ty, tam i ja będę, aż po twą ostatnią godzinę, aż po twój grób. Będę na nim siedział!"

Niezwykle interesujący tytuł, bo stary jak świat, a ciągle wspaniały. Trzeba jednak posiadać umiejętność oglądania starych filmów, bo widz zaprawiony bieżącym kinem może Studenta z Pragi nie docenić. Weterani niemego kina będą z pewnością wniebowzięci.

Sam w sobie film broni się całkiem nieźle i mimo upływu czasu to kawał dobrze zapełnionej taśmy filmowej. Pewien student zaprzedał swoje lustrzane odbicie diabłu w zamian za pieniądze i zaszczyty. Przekonany, że nic nie stracił, a wiele zyskał rusza na miłosne podboje. Jednak nieoczekiwanie jego zaprzedane odbicie ożywa - staje się jego sobowtórem i niesie zagładę. Ogólnie film jest zapowiedzią szkoły ekspresjonistycznej - jest podobna atmosfera. Co prawda do szczytowych osiągnięć tego nurtu Studentowi z Pragi daleko, ale należy pamiętać, że to rok 1913. W roku tem powstawały 12-minutowe adaptacje Anny Kareniny i filmy studia d'art (żywcem przeniesienie marnego teatru z aktorami, którzy nadrabiali brak głosów machaniem rękami jak straceńcy). Jest to więc dzieło wręcz wybitne jak na swoje czasy. Na teraz? Całkiem dobre dla lubujących się w celuloidowych klasykach.



Myślę intensywnie nad systemem etykiet do postów, aby wygodnie było wyszukiwać. Na razie stanąłem na takim czymś: niemy lub dźwiękowy, dekada powstania, reżyser (o ile jest szansa, że pojawi się jeszcze jakiś jego film) i/lub aktor (o ile charakterystyczny i jest szansa, że się kiedyś znowu pojawi). Może coś jeszcze wymyślę, więc póki co nie będę etykietował zaległych postów, żeby w razie nowej idei nie robić tego znowu.

piątek, 6 maja 2011

1922 Dr. Mabuse, der Spieler - Ein Bild der Zeit (Doktor Mabuse)

Tytuł - 1922 Dr. Mabuse, der Spieler - Ein Bild der Zeit
Tytuł polski - Doktor Mabuse
Reżyseria - Fritz Lang
Premiera - 27 kwietnia 1922
Kraj - Niemcy
Gatunek - Kryminał, thriller
Długość - 297 minut

Fritz Lang nakręcił chyba najwięcej niemych filmów, które przeniknęły do świadomości ludzi jako "arcydzieła". Jego najgłośniejsze nieme filmy, czyli Metropolis, dwie części Nibelungów, Zmęczona śmierć czy omawiany tutaj Doktor Mabuse mają w sobie coś tajemniczego, majestatycznego i hipnotyzującego. Ta niebywała atmosfera jego obrazów pozadźwiękowych sprawia, że mimo iż filmy mają już po 80 lat na karku, to nadal można je oglądać z przyjemnością i autentycznym zainteresowaniem. Niemiecki ekspresjonizm nie był więc tylko zjawiskiem, nurtem, który z czasem się zdezaktualizował - on nadal zadziwia, nadal pochłania!

Skupmy się jednak na Doktorze Mabuse, a więc filmie nakręconym tuż po wspaniałej Zmęczonej śmierci. Opowieść składa się z dwóch części - każda po dwie godzinki. Rzecz traktuje o śledztwie prokuratora Wencka, który chce dorwać geniusza zbrodni - Doktora Mabuse. Prawdopodobnie najgroźniejszy przestępca świata prócz wielkiej inteligencji posiada dar hipnozy czy może raczej kontroli nad umysłami, co wykorzystuje w grze w karty. Zdezorientowane ofiary rezygnują z gry, choć mają świetne karty. Mabuse nie działa sam, ma wokół siebie zgraję mętów najgorszego typu, którzy wiernie mu służą. Pościg Wencka za doktorem nabiera tempa z każdą minutą i prowadzi do nieuchronnego końca.

Film toczy się dosyć powolnie, jest dużo dialogów, długich scen, z których pozornie nic nie wynika, a gdy dochodzi do jakichś akcji, to kończą się one błyskawicznie. Właściwie tylko właśnie te sceny sensacyjne się dosyć mocno zestarzały. Finalny pościg samochodowy wygląda raczej zabawnie. Pojazdy jadą chyba z 5 kilometrów na godzinę, co nieszczególnie buduje napięcie. Znacznie ciekawsze są relacje interpersonalne zaprezentowane w filmie. Piękna, ekspresjonistyczna robota. Gęstniejący klimat i przerażający Mabuse to główne atuty filmu. Na uwagę zasługuje też wiele pomysłowych scen - szaleństwo Mabuse cudownie zaaranżowane, a do tego spektakularne efekty - duchy zmarłych nękające biednego doktora wzbudzają autentyczny niepokój. Rewelacyjnie są też skomponowane niektóre ujęcia - zdecydowanie widać, że ktoś tu bardzo przywiązywał wagę do estetyki obrazu.

Film jest naprawdę długi i wydaje mi się, że nie każdego może tak porwać, jak porwał mnie. Obejrzałem go bez żadnych zgrzytów, a niektóre sceny autentycznie mną poruszyły. Film troszkę, ale tylko troszkę, się zestarzał, jednak nadal stanowi łakomy kąsek dla każdego kinomana. Dla fanów klasyki jest to pozycja obowiązkowa!

Moja ocena 4.5/5

wtorek, 3 maja 2011

1927 Metropolis

Tytuł - Metropolis
Tytuł polski - Metropolis
Reżyseria - Fritz Lang
Premiera - 10 stycznia 1927
Kraj - Niemcy
Gatunek - Sci-fi
Długość - 153 minuty

Kolejny bardzo rozpoznawalny film - jeden z prekursorów kina sci-fi, WIELKIEGO kina sci-fi. Obraz Fitza Langa jest niebywale nowoczesny i wyprzedza swoje czasy. Trudno mi teraz o nim pisać, bo widziałem go dosyć dawno temu, więc zamiast skupiać się na prezentacji fabuły czy konkretnych elementów "popłynę" ze strumieniem myśli. Zaznaczę tutaj, że wiele z filmów, które opisuję widziałem bardzo dawno temu stąd pewne rzuty okiem mogą być bardzo skrótowe i mało mówiące. Mam nadzieję, że nadrobię to opisami filmów, które napiszę na świeżo.

Jak wspomniałem obraz jest nowoczesny - wizja przyszłości Langa choć nieco nietrafiona, to miała wiele inteligentnych spostrzeżeń, które się nie zestarzały. Bo film jest o przyszłości, o bogatych na powierzchni i biednych tyrających w podziemiu. O rewolucji, o wyzwoleniu i robocie imitującym człowieka. Rozmach produkcji jest niebywały - dekoracje przekonujące, jak zresztą i gra aktorów. Technicznie nie można się do niczego przyczepić. Scenariusz też bardzo porządny, poza takim wątkiem powiedzmy sensacyjnym - też troszkę głębsza rzecz, do przemyślenia. Świetny balans między rozrywką a kontemplacją.

Długo się o seansie pozbierać nie mogłem i wszystkim życzę podobnych doznań. Ważny i Wielki film.

Moja ocena 4.5/5

1922 Nosferatu, eine Symphonie des Grauens (Nosferatu, symfonia grozy)

Tytuł - Nosferatu, eine Symphonie des Grauens
Tytuł polski - Nosferatu, symfonia grozy
Reżyseria - F.W. Murnau
Premiera - 5 marca 1922
Kraj - Niemcy
Gatunek - Horror
Długość - 94 minuty

Chyba najsłynniejszy niemy film, ale czy najlepszy? Trudno to rozstrzygać, bo konkurencja jest duża, a i nie ma to większego sensu. Na pewno Nosferatu jest niezwykły, jedyny w swoim rodzaju, hipnotyzujący i przyciągający. Będzie ekstremalnie krótko jak na takie arcydzieło, ale zdaje mi się, że jest na tyle znane, że nie ma sensu się zbytnio rozpisywać. Po prostu szybki rzut okiem.

Mamy tu do czynienia z luźną adaptacją Brama Stokera i jego Drakuli, a więc najpierw wyprawa do zameczku upiora, który potem przedostaje się do miasta i sieje zagładę. Historia tak znana, że nie ma sensu jej kolejny raz przytaczać. Zwrócić trzeba jednak uwagę, że Nosferatu to nie jest przystojniaczek, dżentelmen, a odrażający potwór na czym reżyser buduje niepowtarzalny klimat tego obrazu.

Film jest niebywale ekspresyjny, przekoloryzowany, ale przez to upiorny. Atmosfera jest gęsta, wręcz dusząca widza. Charakteryzacja też niesamowita. Mógłbym o tym filmie pisać w samych superlatywach, bo to jeden z moich ulubionych. Po prostu trzeba zobaczyć!

Herzog nakręcił remake i udało mu się to z powodzeniem. Doskonale wyczuł, to co w starym Nosferatu najbardziej hipnotyzujące i dodatkowo podkręcił, ale zachował umiar. Wspaniała robota pana Wernera, ale polecam najpierw zapoznać się z pierwowzorem.

Moja ocena 5/5